Boleniowe Dno

Boleniowe dno

Po kilku sezonach fascynacji jaziami i kleniami przyszła pora na kolejny etap rzecznej układanki. Boleń stał się moim kolejnym celem. Ryba wyjątkowa, szybka i przebiegła. To dzięki niemu rzeka tętni życiem. W krainie Dolnej Odry bolenie rosną potężne. Duża i głęboka woda stwarza im idealne warunki, aby osiągać mega rozmiary. Interesowała mnie duża i ciężka srebrna odrzańska rapa.

POCZĄTKI

Szybkie zamówienie u zaprzyjaźnionego rękodzielnika i pudełko lśniło pięknym stadem uklejek.(Boleniowe killery) Do tego kilka małych ripperków imitujących wiosenny narybek i jazda w teren. Z początku wszystko szło pięknie , a bolenie brały całe lato jak trzeba. Napływy, przemiały i warkocze darzyły mnie srebrnymi rybami na bogato. Jednak rozmiary poławianych ryb nie były powalające. Wszystkie ryby do 70 cm max. Do tego wszystkiego im bliżej jesieni tym ryb na kiju meldowało się jakby mniej. Co jest grane, gdzie te smoki ja się pytam?

KOŃCÓWKA LATA

Był przełom sierpnia i września. Gdy zaliczyłem kilka wypraw na zero, morale opadało. Powoli dochodziłem do wniosku, że boleń to ryba lata. Do tego wszystkiego ryby mniej się pokazywały na powierzchni jakby ich nie było w rzece. Wyniki były bardzo słabe. Wielu znajomych już dawno wymiękło poławiając sandacze i szczupaki na stojącej wodzie. I to z całkiem dobrymi wynikami. Kusili.

MIEJSCOWY KILLER

Już miałem odpuścić, gdy na mojej drodze stanął miejscowy wędkarz. I nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to ,że w ręku trzymał rybę moich marzeń. Wielkiego grubego upasionego jesiennego bolenia takiego z 5 kilo. Nogi się pode mną ugięły. Jak on to zrobił przecież nie biorą!!!!! Zasypałem wędkarza gradem pytań.
-Panie jak, na co, gdzie?- zadawałem pytania typowe dla ładnie ubranego, młodego wędkarzyka bez bazy. Facet spojrzał na mnie z politowaniem i zdradził mi kilka bardzo istotnych dla mnie faktów. Stary odrzański wyga powiedział mi, że we wrześniu zaczyna się najlepszy okres na grube rapy. Dodał, że łowi takie regularnie oraz stwierdził, że ten jeszcze nie jest taki duży. W Odrze są większe, takie na 7, 8 kilo. Dowiedziałem się, że najlepsza przynęta, to alga1, a jak dalej trzeba rzucić, to dwójka tez jest dobra. Pokazał mi również miejscówkę na której złowił rybę. Była to chyba najpłytsza ostroga w okolicy. Takie krawężniki na płytkiej wodzie - ?? pytałem z niedowierzanie. Moja wędkarska wiedza legła w gruzach. Mój guru poszedł do domu na kolację, a ja rąbałem tą główkę do ciemnej nocy. I skończyło się to tak, jak się zawsze kończy, gdy się za kimś lata, zamiast budować swoją mapę rzeki. Wracałem do domu o kiju analizując sytuację. Dostałem takiego kopa, że nie mogłem myśleć o niczym innym. Deptałem dalej z uporem maniaka odrzańskie ścieżki, jednak ryb było z tego niewiele. Oczywiście w pudełku lśniły piękne małe algi 1 i gnomiki 1. Obserwowałem wodę i analizowałem docierające do mnie informacje. Miejscowi łowili dalej, na algi, na gnomy, na fileta z gruntu. Wiec jednak jedzą, a jak jedzą, to da się je łapać. Tylko jak?

MAGICZNA RAFKA

Nie wiem jak by się moje śledztwo skończyło, gdyby nie pewien przypadek. Maszerując wałem przechodziłem obok bardzo płytkiej rafki. Miejscówka bardzo niepozorna, jednak powierzchnia wody pokazywała wyraźne kamienisko, nad którym wyskoczyło nad wodę kilka uklejek. Coś je pogoniło. Główka była tak mocno zarośnięta trzcinowiskiem, że ciężko się było na nią przedostać. Nie odpuściłem. Na agrafce zawisł srebrny wobler. Przełożenie kołowrotka 6:1 robiło robotę, ale czy dobrą? Oddałem kilka szybkich rzutów i co? I nic. Zero reakcji. Czyli wszystko w normie. Następny rzut i zadzwonił telefon. Przestałem kręcić szukając grzebiąc w kamizelce. I wtedy nastąpił strzał w swobodnie spływającego woblera przy dnie. To był przełom.



KLUCZ DO SUKCESU

Ryba nie była wielka, jednak dla mnie wyjątkowa. Dzięki niej dostałem olśnienia. W końcu zrozumiałem gdzie tkwił błąd. Łowiłem za szybko i za wysoko. Kilka kolejnych ryb, to potwierdziło. Woda się przede mną otworzyła. Łowiłem bolenie praktycznie nie zwijając przynęty. Jakie to proste!!! Całą robotę robił za mnie nurt. Ja wybierałem tylko luz. Strzały były niesamowite, a ryby piękne. Już wiedziałem do czego służy alga-1 w rzece. Kolejne sezony, były już tylko szlifowaniem metody i polowaniem na bolenia życia.
Początki tematu były dla mnie bardzo trudne ponieważ, jedyna wiedza jaką posiadałem była taka, że bolenia łowi się ekspresem. I to faktycznie funkcjonowało, ale latem. Jesienią już słabo, bądź w ogóle. A ja pałętałem się po rzece kręcąc korbą ile fabryka dała natomiast ryby żerowały i miały się świetnie. Denne grube rapy, to jakby inny gatunek. I wymagają innego podejścia. Sprzęt musi być grubszy, bo i ryby większe i cięższe. I pamiętajmy przynętę podajemy wolno i przy dnie.

All comments

Leave a Reply

Korzystając z naszej strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Akceptuj Więcej informacji Odrzuć